Afganistan 1979-1989
News Search:
Home · Artykuły · Forum · Download · Linki · Kontakt · Galeria · Szukaj15 Grudzień 2017 12:47
Rozdzielczośc ekranu
Strona jest dostosowana do rozdzielczości ekranu 1366x768 dla przeglądarki Mozilla Firefox.
Aby zwiększyć lub zmniejszyć czasowo rozdzielczość Twojego ekranu, przy wciśniętym prawym ctrl przekręć rolką myszki i dobierz odpowiednią dla siebie rozdzielczość.
Afganistan 1979-1989
Lotnictwo śmigłowcowe w Afganistanie 1979-1989
<br /> Radzieckie lotnictwo śmigłowcowe w Afganistanie 1979-1989"

Radzieckie lotnictwo śmigłowcowe w Afganistanie 1979-1989




    czek
    Plany rozwinięcia radzieckich wojsk w Afganistanie przewidywały rozmieszczenie garnizonów w miastach, ochronę dróg i nie przewidywały działań wojennych na wielką skalę. Prawdopodobnie dlatego do Afganistanu skierowano niewiele Mi-24. Na początku 1980 roku było ich tylko 6, i grały one rolę liderów (przewodników). Były wykorzystywane do rozpoznania i osłony desantu wysadzanego na lotniska. Tak rankiem 1 stycznia 1980 roku Mi-24 przed wylotem na Kandahar dużej grupy śmigłowców transportowych z desantem na pokładzie jako pierwszy przeszedł po zaplanowanej trasie wyznaczając drogę pozostałym. Tego dnia również, przerzucone z Aszchabadu śmigłowce szturmowały punkty ogniowe na granicznej przełęczy Rabati-Nirza, oczyszczając drogę kolumnom idącym na Heret i Szyndad. Kremlowscy stratedzy oceniając sytuację w Afganistanie nie zdawali sobie sprawy, że w istocie trwa tam wojna domowa. Jej ogniskowy charakter, taktyka mudżahedinów stosujących zasadzki i napady wymagały szybkiej reakcji i natychmiastowej odpowiedzi. W górach pomoc lotnictwa stała się pierwszoplanowa. Wydawało się że wojna stanie się śmigłowcową i Mi-24 ma w niej do powiedzenia coś ważnego. Już w ostatnich dniach lutego 1980 roku zaczęto przerzucać do Afganistanu dwie eskadry Mi-24D. Rozmieszczono je na przygranicznych lądowiskach w Przypamrze, Turkmeni i przewidziano do działań na północy Afganistanu. W każdym garnizonie organizowano lądowiska dla śmigłowców. Lądowiska posiadały też oddalone strażnice i posterunki. Takie rozwiązanie ułatwiało zaopatrzenie i łączność, oraz pozwalało na szybką ewakuację wojsk. Udanym działaniom pilotów sprzyjała mieszana organizacja pułków i samodzielnych eskadr. Ścisłe współdziałanie Mi-8 i Mi-24 zapewniało wystarczającą ilość sił do szerokiego wachlarza zadań. W 40 Armii udało się z powodzeniem rozwiązać bardzo skomplikowany problem dla Radzieckich Sił Zbrojnych czyli włączenie jednostek lotniczych do ogólnowojskowych związków taktycznych.


    Od wiosny 1980 roku podpalane plamiste sylwetki Mi-24 coraz częściej zaczęły pojawiać się na afgańskim niebie, stając się wkrótce prawdziwym symbolem tej wojny. Ataki Mi-24 latających niżej i wolniej niż wszyscy, dawały niezwykle wysokie rezultaty, większe od uderzeń maszyn ponaddźwiękowych. Po pierwszych starciach i pierwszych stratach piloci śmigłowców zaczęli wypełniać zadania minimum po dwóch ubezpieczając się wzajemnie na wypadek przymusowego lądowania. Podstawową jednostką taktyczną stał się klucz (4 maszyny), lub ósemka dająca potrzebną efektywność uderzenia w bogatym w naturalne ukrycia terenie. Podczas spotkania z ostrzeliwującym się i nieźle uzbrojonym przeciwnikiem klucz był w stanie realizować większość taktycznych manewrów: atak z kręgu, zapożyczony od myśliwców z okresu II wojny światowej, „potokowy” ostrzał celu szykiem w „schody”, lub nalot „stokrotką”, rozpuszczając grupę na podejściu do celu i wykonując następujące po sobie uderzenia z różnych stron z minimalnymi odstępami. Wykorzystywano wtedy też przeciwlotnicze nożyce z huśtawką wysokości, a górna para śmigłowców osłaniała atakującą. Zasadniczy nacisk kładziono na zaskoczenie, ciągłość ogniowego oddziaływania i wzajemną osłonę. Gęstość uderzenia doprowadzono do granic możliwości: bywało iż rakiety prowadzonego świstały wzdłuż boków prowadzącego który nie zdążył odejść z bojowego kursu. Nie mniejsze znaczenie miała elastyczność taktyki i jej doskonalenie, szablon z miejsca był karany, nawet podczas powrotnego lotu tą samą trasą można się było natknąć na zasadzkę. Dlatego też, żeby nie wpaść na ogień przeciwnika i zdążyć zareagować zwiększono odległości między maszynami do 1200-1500 m.
    czek

    W szkoleniu załóg Mi-24 manewrowanie bojowe zajmowało szczególne miejsce co pozwalało wymyślać nowe sposoby i metody ataku niejednokrotnie wykraczające poza granice bezpieczeństwa. Dobrze przygotowani piloci oprócz wiraży bojowych i forsownych zakrętów, praktykowali podkradanie i wykonywaniu w ataku podskoku-górki z przeciążeniem do 3G, wyjście z ataku ze stromym-zadzieraniem do 50° i stromym zakrętem w górnym punkcie, gdzie maszyna przechylała się ponad 90° i momentalnie przechodziła na powrotny kurs przodem do przeciwnika gotowa do powtórnego ataku. Przy energicznych manewrach z przeciążeniem na dużych prędkościach i kątach ataku z powodu zerwania strumienia z łopat, Mi-24 zadzierał nos, po czym gwałtownie spadał. Na wyjściu z pikowania pod kątem 20° i przy prędkości 250 km/h „przelądowanie” wynosiło 200 m. Przy pilotażu na małych wysokościach i krańcowych parametrach, kiedy błąd pilota nie mógł być naprawiony, ważniejszego znaczenia nabrała energiczność i skoordynowanie manewru. Pułk z Kunduzu nauka kosztowała 6 Mi-24, straconych w ciągu pierwszego roku, w większości z powodu niebojowych przyczyn: rozbitych w górach z powodu mgły, nieoczekiwanych podmuchów powietrza, awarii podczas lądowań w wąwozach i na zboczach. Zabronione manewry „piratów powietrznych” zademonstrowano przebywającemu w kwietniu 1980 roku w Afganistanie generalnemu konstruktorowi Milowskiego biura konstrukcyjnego (OKB). Zobaczył on mistrzowski pilotaż z ostrym wznoszeniem, kawaleryjskimi korkociągami i nawet niemożliwą „beczką”. Rezultaty tej wizyty nie dały na siebie długo czekać. Już latem 1980 roku zaczęto przeprowadzać poprawki w Mi-24 zawierające regulację automatyki paliwowej silników i montaż pyłochłonnych urządzeń (PZU). Od 1981 roku do Afganistanu dostarczano Mi-24W wyposażone w nowe wysokościowe silniki TW-3-117W, których moc była większa o 15-20% w warunkach górskich. Przy okazji remontów w takie silniki wyposażono także Mi-24D.

    Już w końcu 1980 roku zgrupowanie śmigłowców w Afganistanie wynosiło 200 maszyn. Podstawowymi działaniami bojowymi były planowe uderzenia i loty na wezwanie w toku operacji. Lotnictwo armijne wykonywało 75% bezpośredniego wsparcia lotniczego walczących wojsk. Wszystkie typy operacji obowiązkowo miały wspierać śmigłowce. Wykorzystując bogaty arsenał broni pokładowej Mi-24 odgrywały w nich role „pięści”. Przy mieszanym rakietowo-artyleryjskim uzbrojeniu praktykowano atak z dystansu 1200-1500m wystrzeliwując najpierw NPR, a na podlocie otwierano ogień z karabinu maszynowego, dając operatorowi celnie zrzucić bombę. Dokładne uderzenie z małych wysokości dokonywano na dużej prędkości, ustawiając zapalniki na bombach z opóźnieniem do 32 sekund, żeby uciec przed własnymi odłamkami. Celność zrzutu była nie wysoka, lecz dawała możliwość niszczenia celów powierzchniowych np.: obozy mudżahedinów, otwierając desantowi drogę do działania. Innym środkiem walki były podwieszane kontenery UPK-23-250 z armatkami GSz-23Ł, pociski które posiadały dużą prędkość początkową i przebijały gliniane ściany na wylot, okazując się bardziej skutecznymi niż S-5. Bomby dużego kalibru były konieczne w walce z twierdzami, których grube ściany były nie do przebicia dla S-5. W sierpniu 1980 roku po raz pierwszy wykorzystano wielkie detonujące bomby lotnicze, zastosowane z Mi-24D do likwidacji strażnicy w skalnym worku Faizabadzkiego Wąwozu. Podczas udanego uderzenia bomby OFAB były bronią straszną na miejscu bombardowania roznosiło wszystkie budowle, a żołnierze desantu znajdowali spalone trupy oraz oślepłych i ogłuszonych rannych. Przy bezpośrednim wsparciu wojsk lądowych bombardowanie było możliwe w odległości nie mniejszej niż 1500 m. odpalanie NPR nie bliżej niż 500m a ogień z broni maszynowej nie bliżej niż 300m. Przed planowanymi uderzeniami lotnicy studiowali topografie terenu na mapach i materiałach wywiadu fotograficznego. Dla orientacji na miejscu zrezygnowano z niepraktycznej i niedokładnej pracy według współrzędnych, a wykorzystywano „ślimak” rozdzielano mapę na kwadraty 600x600 ponumerowane po spirali. Wychodząc według ślimaka na potrzebny kwadrat, lotnik otrzymywał położenie celu z dokładnością do dziesięciu metrów i według charakterystycznych cech odszukiwał obiekt ataku.

    Grupie uderzeniowej przydzielano niekiedy Mi-8 naprowadzania z naprowadzającym na pokładzie. Mi-24 w czasie akcji były wzmocnione dwoma Mi-8PSS, które oprócz zadań ratowniczych prowadziły fotokontrolę rezultatów ataku, a przy szturmie ważnego i umocnionego celu przeprowadzały dodatkowe rozpoznanie i oceniały możliwe działania odwetowe. Na celność trafień wpływały orograficzne zawirowania powietrza, nadziemne wiatry, które chwytały bomby i NPR i znosiły je od celu. Doświadczenie samo podpowiadało lotnikom więcej opierać się na celnym oku niż na automatycznym celowniku ASP-17W i balistycznym kalkulatorze miotania bomb WSB-24. Niekiedy Mi-24 uzbrajano w niekierowane rakiety S-24 z mocną 123 kg głowicą. Pozwalało to razić cele z odległości około 2000 m. nie natrafiając na ogień przeciwlotniczy, ale rakiety te masową bronią śmigłowców się nie stały. Były one dostępne dla najbardziej doświadczonych załóg: podczas odpalania dym prochowy z rakiety spowijał cały śmigłowiec grożąc pompażem. Przy operacjach, kiedy cele były znane wcześniej wykorzystywano PPK. Operator mógł z odległości 1,5-2 km dokładnie posłać rakietę w otwór strzelnicy. Szczególny efekt dawały rakiety 9M120 z głowicą detonującą, roznoszącą ukrycia od wewnątrz. Przy strzelaniu w samochody „duszmeńskich” karawan „Szturm-W” osiągał celność rzędu 0,75-0,80. W bliskim boju z odległości 800-1000m w grę wchodził czterolufowy karabin maszynowy JaKB-12,7 który dawał gęstą nawałę ognia, mógł on przebić półmetrową ścianę. Ale karabin ten był dość zawodny. Kinematyka karabinu z obracającym się blokiem luf i elektryczne przewody celownika okazały się zbyt skomplikowane. Urządzenie narażone było na kurz, błoto, przegrzanie. Odmawiało posłuszeństwa, również samo podawanie taśmy nabojowej doprowadzanej z wieloma zacięciami pozostawiało wiele do życzenia. Po 200-250 wystrzałach zaczynał zacinać się, a wystrzelenie 500 pocisków uważano za sukces. Polecany przez konstruktorów ogień krótkimi seriami nie zawsze był na miejscu w ferworze walki. Dlatego etatowy zapas amunicji 1470 naboi dzielono na trzy mając również na uwadze ekonomikę ciężaru maszyny.

    czek
    Polowanie, oficjalnie zwane działaniami rozpoznawczo-uderzeniowymi i sprowadzające się do poszukiwań i niszczenia karawan prowadzono parą lub kluczem Mi-24. We wskazanym przez rozpoznanie rejonie śmigłowce skręcały w peleng pod kątem 15-20° i przeczesywały teren z wysokości 1500-1700 m utrzymując dystans 600-800 m co dawało dobry wgląd w teren i swobodę manewru. Zlokalizowaną karawanę zatrzymywano ogniem ostrzegawczym i brano w krąg do czasu podejścia grupy patrolowej na Mi-8. Pod plandekami samochodów coraz częściej spotykano schowane karabiny maszynowe i wywołujące podejrzenia konwoje zaczęto ostrzeliwać natychmiast, a desantowi pozostawało pozbierać trofea i zniszczyć ocalałe maszyny. Zwykły wariant uzbrojenia Mi-24 do działań rozpoznawczo-uderzeniowych zawierał dwa zasobniki z NPR, dwa PPK i 500-600 naboi do karabinu maszynowego. W nocy gdy przeciwnik schowany w ciemności zaczynał czuć się swobodniej, poszukiwania prowadzono parami, dla bezpieczeństwa rozchodząc się na wysokości 80-100 m. Zauważywszy światła lub ogniska biwaku i otrzymawszy potwierdzenie że, w tym rejonie nie ma swoich, atakowano natychmiast. O wszystkim decydowało tempo nie pozwalające przeciwnikowi uciec. W kierunku zauważonych ogni z 2-3 km wystrzeliwano specjalny oświetlający NPR S-5-O oznaczający położenie celu, później wystrzeliwano SAB-y, po czym śmigłowce nurkowały do uderzenia. Działania nocne wymagały dobrego przygotowania, i dawały dobre rezultaty.

    W grudniu 1986 roku pod Bahramem wypróbowano po raz pierwszy bomby FOTAB (fotograficzna bomba lotnicza), wybuch której w promieniu 30-50 m na kilka godzin oślepiał ludzi powodując ich niezdolność do walki. Najważniejszymi zadaniami śmigłowców było wysadzanie desantów. W działaniach tych Mi-24 miały spełniać rolę taranów, które bombami i NPR oczyszczały drogę dla Mi-8. Grupę transportowców czasami liczącą 60 maszyn prowadziły 1-2 pary Mi-24 idące po bokach kolumny, o 20 m wyżej i trzymające podopiecznych pod dozorem do samego lądowania desantu. Wysadzenie desantu było poprzedzone ogniem artylerii i uderzeniami samolotów szturmowych, ale zaraz po nich atakowały Mi-24, nie dając przeciwnikowi ochłonąć. Po takim uderzeniu następowało lądowanie desantu. Cały czas Mi-24 osłaniały go z powierza, z wysokości 1200-1800 m niszcząc ocalałe punkty oporu. Poza tym na lotnisku dyżurował klucz śmigłowców, który znajdował się w pełnej gotowości bojowej i w każdej chwili mógł wesprzeć działające wojska. Jeszcze jednym bardzo ważnym zadaniem śmigłowców było konwojowanie kolumn samochodowych, zajmujące 15-17% wszystkich wylotów.

    40 Armii codziennie potrzebne były setki ton paliwa, żywności i innego zaopatrzenia. Konwoje szczególnie były narażone na ciągłe napady. Żeby je chronić towarzyszyły im czołgi i transportery opancerzone, a na „pakach” samochodów ciężarowych montowano szybkostrzelne ZU-23-2 zdolne prowadzić ogień prawie pionowo, wzdłuż dróg natomiast wystawiano posterunki wartownicze. Jednakże bardziej efektywna była osłona z powietrza. Patrolowanie kolumny prowadziło kilka dwójek Mi-24 na zmianę. Lecąc wężykiem z prędkością 150-170 km/h piloci obserwowali teren na 2-3 km w bok (dystans potencjalnego ostrzału przeciwnika), oraz prowadzili rozpoznanie wzdłuż trasy na 5-8 km w przód. Zauważywszy zasadzkę starano się ja zaatakować ze skrzydła, nadlatując wzdłuż drogi, żeby nie ostrzelać swoich wojsk. W celu nieprzerwanego prowadzenia kolumn z prędkością 15-20 km/h, wzdłuż tras znajdowały się lądowiska na których tankowano paliwo i przeprowadzano zmiany par dyżurnych.

    Bezpośrednia osłona odbywała się metodą patrolowania, po trasie w kształcie ósemki. Rejon od przygranicznego Termezu do przełęczy Salang osłaniały śmigłowce z Kunduzu, dla których urządzano lądowiska w Mazari-Szarif, Taszkurhanie i Puli-Humri. Dalej kolumny przejmowały śmigłowce z Bahramu, a w głąb kraju prowadziły załogi z Dżelalabadu i Ghazni. Mimo takiej ochrony co roku tracono tysiące samochodów z zaopatrzeniem.


    czek

    W czasie ataków na mudżahedinów NPR B-8 w dwudziesto nabojowych zasobnikach B-8W20 otrzymały najwyższą ocenę. Głowicę o masie 3,6 kg cechowało odłamkowe działanie. Płaszcz rakiety rozrywając się i dawał wiele 3-gramowych odłamków rażących w promieniu 10-12 m. Wraz ze zdobyciem doświadczenia zmieniła się taktyka pilotów śmigłowców. Unikając południowego upału 75% wszystkich lotów przeprowadzano ranem. Żeby zastać partyzantów w otwartym terenie pierwsze uderzenie starano się wykonać rano, kiedy muzułmanie zbierali się na modlitwie. W grupie atakującej rozdzielano zadania bojowe. Jedne załogi NPR-ami zwalczały obronę przeciwlotniczą, a inne raziły siłę żywą bombami odłamkowymi. Część bomb zrzucano z nastawą zapalnika ustawioną na minowanie po to żeby ich wybuch trwające całą dobę przeszkadzały w ewakuacji rannych i usuwaniu szkód. Następnie atakowano pod wieczór, wiedząc że zabitych wiara nakazuje grzebać do zachodu słońca. Przed skierowaniem do Afganistanu piloci w ciągu 15-20 dni przechodzili szkolenie na górskim poligonie pod Czirczikiem i na pustyni Kahana pod Bucharą.

    W Afganistanie odchodzący piloci oblatywali nowych po głównych rejonach działania na Mi-8. Później treningowi i nabyciu rutyny poświęcano 12-15% lotów, przy czym główną uwagę zwracano na bojowe manewrowanie i opanowaniu nietypowych metod startu i lądowania. Pionowy start prawie nie był stosowany, praktykowano start ze 100-150 metrowym rozbiegiem. Według metodyki szkolenia z Instytutu Lotniczego był opracowany jeszcze bardziej radykalny sposób startu z rozbiegu, tylko na przednich kołach. Przy tym starcie nachylona maszyna energicznie się rozpędzała i odrywała od ziemi dwa razy szybciej, ale metoda ta wymagała wyjątkowej techniki pilotażu i była stosowana tylko przez najlepszych pilotów. Lądowanie na polowych lotniskach w tumanach kurzu, gdzie łatwo było się przewrócić trafiając na kamień lub dziurę, przeprowadzano na skrajnych parametrach hamując wirnikiem i kołami. Szybko zużywały się silniki, głównie z powodu stoczonych przez piasek łopatek kompresorów. Wykazując niezwykłą wynalazczość technicy na miejscu usprawniali śmigłowce i wykonywali skomplikowane remonty. Przy ogólnie zwiększonej dwukrotnie normie pracy w porównaniu z radziecką statystyką pracochłonność przy uzbrojeniu zwiększyła się dwudziestoczterokrotnie. Każdy kto tylko mógł, podwieszał bomby, uzbrajał zasobniki z rakietami, ładował taśmy do karabinów maszynowych. Uzbrojoną broń podwożono do śmigłowców zaraz po ich powrocie. Śmigłowiec podkołowywał na miejsce, gdzie oczekiwała drużyna z amunicją gotową do załadunku. Śmigłowcowe gondole (GUW), które miały zwiększyć siłę ognia w karabinowym i granatnikowym wariancie nie przyjęły się z powodu ciężaru. Zainteresowanie GUW-ami znikneło zupełnie wraz z pojawieniem się Mi-24P wyposażonego w działko GSz-30-2, które przy tym samym kalibrze przewyższało granatnik pięciokrotnie siłą ognia i dwukrotnie celnością. Niektóre Mi-24P posiadały laserowy dalmierz podwyższający celność strzału. Zabezpieczenie Mi-24 uważano za dobre. 4-5 mm stalowy pancerz, pokrywający kabinę załogi, baki olejowe silników, zatrzymywał 2/3 trafień, a przednie szkła pancerne kabiny nie zostały ani razu przebite, chociaż największą ilość trafień Mi-24 dostawał z przodu.

    Największym zagrożeniem były wielkokalibrowe karabiny maszynowe które do 1985 roku zestrzeliły 67% wszystkich strąconych śmigłowców. Wśród pilotów większość bezpowrotnych strat powstawała w miesiącach letnich, kiedy ludzie byli zmęczeni upałem i wytężoną pracą, a maszyny przegrywały z warunkami atmosferycznymi. W innych miesiącach z lotów nie wracały 3-4 załogi. 35% wszystkich śmiertelnych przypadków było spowodowane ranami głowy i kręgosłupa, 55% rozległymi oparzeniami i 9% uszkodzeniem organów wewnętrznych. Aby ochronić załogę już w 1980 roku zaprojektowano specjalny komplet ochronny dla pilotów śmigłowców, prawdziwe stalowe naramienniki i nogawki, od razu odrzucone z powodu ciężaru i obszerności. Załogi tylko niekiedy korzystały z kamizelek kuloodpornych i kasków ZSz3B przeklinając ich ciężar. W 1984 roku piloci śmigłowców jako pierwsi otrzymali kostiumy maskujące, dające dodatkową szansę przeżycia podczas przymusowego lądowania. Na taki wypadek, żeby doczekać do czasu przybycia grupy ratunkowej, brano automat, a etatowe pistolety PM zamieniano na bardziej niezawodne TT, automatyczne APS lub zdobyczne 20 strzałowe „Baretty”.

    czek
    Lotnicy stanowczo żądali ochrony Mi-24 od ognia z tyłu, gdzie śmigłowiec miał wrażliwe martwe pola i bardzo pod tym względem ustępował Mi-8. Na wyjściu z ataku Mi-24 otrzymywał 46-48% wszystkich trafień, w porównaniu z 26-27% do Mi-8, które posiadały rufowy karabin maszynowy. W 1980 roku dokonano przeróbki ustawiając z tyłu przedziału 12,7 mm karabin maszynowy „Utios” (Skała), do którego od kabiny prowadził tunel. W Mi-24 korzystano z osłony strzelca-technika pokładowego. Żeby zwiększyć sektor ostrzału wprowadzono oddzielne otwieranie górnych części drzwi, w której można było swobodnie operować karabinem. Zwykle używano szanowany za celność i niezawodność PK (PKT), a czasami dwa, żeby nie tracić czasu na przenoszenie broni z burty na burtę. Kolejny kompleks ulepszeń na Mi-24 dotyczył obrony przed ręcznymi rakietowymi wyrzutniami przeciwlotniczymi. Na dyszach silników pojawiły się EWU. Kasety z pułapkami na podczerwień ASO-2W montowano z początku pod belką ogonową, a od 1987 roku w blokach po trzy na kadłubie za skrzydłem rozczepiając je na boki w celu stworzenia za śmigłowcem szerokiego pasma pseudocelów. Kompleks ochrony wieńczyła stacja aktywnych zakłóceń SOEP-W1A „Lipa”, która okazała się bardzo efektywna. Ze śmigłowców nie raz obserwowano jak oszukana przez „Lipę” rakieta rzucała się na boki i wybuchała w oddaleniu. Działała ona od startu do lądowania, a w czasie awarii śmigłowiec sadowił się nad innym korzystając z jego ochrony. ASO wykorzystywano nie tylko podczas akcji bojowych, ale i w czasie lotów przez niebezpieczne rejony. Typowy manewr ASO polegał na ostrym skręcie z równoczesną salwą pułapkami termicznymi. Służba ewakuacji i remontów przywracała do szyku 90% maszyn. W przypadku uszkodzonych śmigłowców natychmiast wylatywała grupa ewakuacyjna która przygotowywała śmigłowiec do przetransportowania do bazy. Jeżeli nie było możliwości przetransportowania śmigłowca, niszczono go na miejscu.

    Pomimo intensywnej działalności śmigłowców, opór partyzantów przybierał na sile. Straty Rosjan rosły w zastraszającym tempie, zwłaszcza po wprowadzeniu do walki rakiet „Stinger”. Jedną z najważniejszych innowacji technicznych, mających przedłużyć żywotność lotnictwa wojsk lądowych, było wprowadzenie śmigłowców rozpoznawczych, przeznaczonych do wykrywania, wskazywania oraz naprowadzania na cel śmigłowców szturmowych, lotnictwa myśliwsko-bombowego oraz artylerii dalekiego zasięgu (do tych zadań wykorzystywano śmigłowce Mi-24 i Mi-8). Na pokładzie takiego śmigłowca znajdował się dowódca grupy uderzeniowej, który lecąc na większej wysokości i z tyłu ugrupowania zapewniał sobie lepszy wgląd w teren, mógł kierować ogniem pozostałych śmigłowców, a także oznaczać wykryte cele pociskami dymnymi i smugowymi.

    Od roku 1983 roku w odpowiedzi na wzrost skuteczności partyzanckiego systemu obrony przeciwlotniczej dowództwo radzieckie zainicjowało nowe sposoby atakowania celów naziemnych przez śmigłowce szturmowe. Start do ataku następował z lądowiska oddalonego od obiektu ataku około 8 km. Dolot wykonywany był na minimalnej wysokości, z „nosem przy ziemi”. Tuż przed obiektem śmigłowiec nabierał wysokości do 25-100 m i otwierał ogień. W 1987 roku partyzanci zintensyfikowali działania, nie tylko na prowincji ale zaczęli coraz częściej ostrzeliwać lotniska. Ochroną baz lotniczych do 1987 roku zajmowało się 25 batalionów, a patrolowanie i osłona z powietrza była całodobowa. Załogi śmigłowców mieszkały na lądowiskach prawie bez przerwy, niekiedy zmieniając się w kabinach. Zadaniem pierwszoplanowym była ochrona An-12 i Ił-76 z ludźmi na pokładzie. Dla eskorty każdemu samolotowi przydzielano klucz śmigłowców Mi-24. Jedna dwójka przeczesywała teren wokół, a druga lecąc po bokach lub z przodu wypatrywała zasadzki. Osłanianie mogło być wzmocnione jeszcze dwoma śmigłowcami lecącymi z tyłu. Przy zauważeniu rakiety przeciwlotniczej, śmigłowiec miał iść na jej spotkanie, salwami puszczając pułapki i nastawiając własną burtę na uderzenie. Dużą część lotów stanowiły działania na planowe cele, bazy, punkty oporu mudżahedinów i regularne uderzenia na pozycje, z których ostrzeliwano garnizony i lotniska. 2 lutego 1989 roku został strącony ostatni śmigłowiec. Był to Mi-24 dowódcy 50 pułku lotniczego, który wyznaczał szlak powrotu wojsk radzieckich do ZSRR. Była to ostatnia z 333 maszyn które na zawsze pozostały w Afganistanie.


    Tekst: nieznanego mi autora, pierwotnie udostępniony na http://www.forum.spotter.pl/rosjanie-w-afganistanie-t880/index.html?s=2af3b28c44f7fff7b979f55246fbdd72&
    Zdjęcia: zbiory Zbigniew "saperski" Ziemiński


Znajomi i partnerzy
Explosive.pl
us.mil.pl - Wojsko Rosyjskie i ZSRR
rekonstrukcje
strefa militarna
strefa militarna
SRH Siewiernaja
GRH Morpiech
Marskoj piechaciniec- morski piechur
stop_niewypałom
rsva
gazeta afganiec
stowarzyszenie saperów polskich
ghostteam.pl
71BPP

Welcome :)


Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



* Zarejestruj się!
* Zapomniane hasło?
Ostatnio dodane artykuły

NSP-N
NSP-D
Apteczka wz. 85
Apteczka AD
Afganistan a lewica.
Karbowiak o wojnie...
Służymy w morskiej...
Lotnictwo śmigłowco...
Afgańscy "trębacze"...
Pokłosie...
"Szturmowcy" z KGB
"Czarne tulipany"..
Renat Szafikow..
Narada w sztabie...
Łupy zwiadowców...
Mudżahedińscy jeńcy...
Afganistan 1979-1989...
Przekazanie strażnicy...

Kalendarium wojny


Afganistan - 1979
Afganistan - 1980
Afganistan - 1981
Afganistan - 1982
Afganistan - 1983
Afganistan - 1984
Afganistan - 1985
Afganistan - 1986
Afganistan - 1987
Afganistan - 1988
Afganistan - 1989

GRH "Morpiech"

GRH MORPIECH
Морская Пехота
СССР 1963-1991



Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 39
Nieaktywowany Użytkownik: 1155
Najnowszy Użytkownik: evg_krivec
FORUM

 Afgancy.fora.pl, Afganistan, Morska Piechota, soviet naval infantry

Afganistan 1979-1989 na YouTube

Jesteśmy także na:



Translator


Archiwum strony

 Afganistan, Afghanistan,archiwum